Peter Green ...god is green...

PETER GREEN - WYDAWNICTWA SOLOWE

Często krytykuje się solowe albumy Petera Greena. Niesłusznie. Nie jest to czysty bluesrock, to prawda, ale kto wtedy, w latach 80-tych tworzył tak dobrze, jak we wspaniałych latach 60-tych? Green nie gra już tak jak kiedyś, ale nadal śpiewa w ten unikalny sposób, który sprawia, że czujesz w nim bratnią duszę.
Wbrew pogłoskom, Green sam gra większość solówek, wystarczy ich posłuchać. Żaden szanujący się muzyk sesyjny nie popełniałby tak oczywistych kiksów, jakie się zdarzały Greenowi. Ale nawet te pomyłki nie niszczą atmosfery spleenu, rezygnacji i smutku, tak rzadkiej w obecnym, plastikowym świecie tandetnego hedonizmu. Prawdziwy człowiek, prawdziwe uczucia.

Na utworach z tych kilku longplay'ów opiera się aż kilkadziesiąt (!) składanek. To chyba o czymś świadczy! 

gwiazdka (*) oznacza kompozycje Petera Greena


THE END OF THE GAME (1970)

powiększenie okładki
  1. Bottoms Up
  2. Timeless Time
  3. Descending Scale
  1. Burnt Foot
  2. Hidden Depth
  3. The End Of The Game

Peter Green - guitar
Nick Buck - piano / organ
Zoot Money - piano
Alex Dmochowski - bass
Godfrey Maclean - drums / percussion

Album ten został nagrany zaraz po rozstaniu z Fleetwood Mac, na początku lata 1970 r. Nie należy więc jej umieszczać w jednym szeregu z płytami z lat 80-tych, jest to zupełnie inna muzyka.

Trudno oceniać taką płytę. Oto przed nami sześć zaimprowizowanych w studiu wolnych form z pogranicza jazzrocka. Muzyka dla początkujących może wydawać się trudna i niezrozumiała. Ale przy dłuższym poznaniu odkryjemy w niej niespotykane barwy i kolory.
Zaletą tych nagrań jest wprost kosmiczne brzmienie gitary. Green osiągnął pełnię jako kolorysta, stając w jednym szeregu z Hendrixem. Nagrania te przypominają improwizacje z koncertów w Tea Boston Party. Podczas nagrywania Green wspomagał się zarówno alkoholem (wino) jak i narkotykami (LSD, meskalina). Jak twierdzi, był przytłoczony klasą towarzyszących mu muzyków jazzowych.

Zdaję sobie sprawę, że tzw. przeciętny odbiorca odrzuci ten tytuł po kilku minutach słuchania, albowiem taka muzyka wymaga cierpliwości ( i chęci ). Warto jednak spróbować!


IN THE SKIES (1979)

powiększenie okładki
  1. In The Skies *
  2. Slabo Day *
  3. A Fool No More *
  4. Tribal Dance *
  1. Seven Stars *
  2. Funky Chunk *
  3. Just For You *
  4. Proud Pinto *
  5. Apostle *

Peter Green - vocals / guitar
Snowy White - guitar
Peter Bardens - keyboards
Kuma Harada - bass
Reg Isadore - drums
Lennox Langton - percussion
Godfrey Maclean - drums

Doskonały album! Udało się na nim uzyskać typowo angielski, zachmurzony nastrój pełen spleenu. Tytuł płyty zobowiązuje! Unosimy się gdzieś wysoko w chmurach. A z nami doskonali muzycy jak Snowy White (np. Thin Lizzy), Peter Bardens (m. in. Camel) czy Reg Isadore (Robin Trower). Wyjątkowy jest fakt, że wszystkie utwory są autorstwa Greena.

Piosenki na tym albumie ułożono naprzemiennie z utworami instrumentalnymi. Płytę rozpoczyna tytułowy "In the skies" wprowadzający nas w unikalną atmosferę marzeń sennych, z pięknym splotem gitar Snowy White'a i Greena. Ten senny nastrój podtrzymuje instrumentalny "Slabo day" z rozleniwioną solówką White'a i hammondami Petera Bardensa. Wspaniale rozkręca się ten utwór. A zaraz po nim jeden z najcudowniejszych bluesów tego świata, 12 - taktowy "A fool no more" w nowej, ponad 7-minutowej wersji. Tutaj bez wątpienia gra Peter, i to jak gra! Czysta poezja!
Następny instrumental, "Tribal dance", to oparta na funkowym rytmie barwna impresja ozdobiona przez elektryczne pianino Petera Bardensa. Znowu jesteśmy wysoko nad ziemią. Piosenka "Seven stars" to bardziej rockowy fragment albumu. I znowu transowy instrumental "Funky Chunk", oparty zgodnie z tytułem na funkowym pochodzie. Następna piosenka to kolejny na tym wydawnictwie majstersztyk. Cudownie miękki riff, senno - transowa atmosfera jak ze snu, przepiękna melodia czyli "Just for you". Kolejny utwór instrumentalny "Proud Pinto" trochę sprowadza nas na ziemię za sprawą raczej afro-jazzowego rytmu. Płytę kończy "Apostle", zagrany we dwójkę przez Greena i Snowy White'a, nawiązujący do "Oh well part 2".

Bez wątpienia najlepszy solowy album Greena!


LITTLE DREAMER (1980)

powiększenie okładki
  1. Loser Two Times
  2. Momma Don'tcha Cry
  3. Born Under A Bad Sign
  4. I Could Not Ask For More
  5. Baby When The Sun Goes Down
  1. Walkin' The Road
  2. One Woman Love
  3. Cryin' Won't Bring You Back
  4. Little Dreamer *

Peter Green - vocals / guitar / harmonica
Ronnie Johnson - guitar
Paul Westwood - bass
Roy Shipston - organ
Dave Mattacks - drums
Morris Pert - percussion
David Wilkey - piano
Peter Vernon-Kell - piano
John Edwards - bass
Kuma Haradi - bass

Nie jest to tak dobra płyta, jak "IN THE SKIES", nie ma tej atmosfery, ale w żadnym razie nie można powiedzieć, że jest kiepska. Są tu utwory dobre, są i przeciętne, nie ma jednak zupełnych gniotów.

Wspaniale rozpoczyna się ten album. "Loser two times" i "Momma dontcha cry" świadczą o wypracowaniu nowej formuły przez Mike'a Greena, który przejął na siebie rolę autora muzyki. Ta formuła to połączenie bardzo wychłodzonego, białego funky z szeroko pojętą muzyką pop. Całość, dzięki śpiewowi Petera Greena, otulona jest aurą spleenu i bluesa. W tym drugim utworze dodatkowo krzyżują się elementy reggae z balladą. Efekt jest doskonały. Kolejną perłą jest nieco santanowska w warstwie rytmicznej ballada "Crying won't bring you back". Całkiem niezłe są utwory "Baby when the sun goes down" oraz oparty na solidnym, basowym riffie "One Woman Love".

Mamy tu także i bluesy. Standard "Born under a bad sign" przedstawiono w lekko funkowej konwencji. "I could not ask for more" to wolny blues z solem Greena na harmonijce. "Walkin' the road", raczej typowy blues w umiarkowanym tempie to chyba najsłabszy fragment płyty, obok kończącego ją utworu "Little dreamer", który jest nieudaną próbą uzyskania sennej aury z poprzedniego albumu.

W czasie sesji nagraniowej powstały dwa nagrania, które umieszczono na singlu pilotującym ten longplay. Szkoda, że nie weszły na album, albowiem są to utwory doskonałe. Pokazują, jak świetnie wyszła Greenowi fuzja chłodnego funky z bluesem. Te numery to "Woman don't" i "Whatcha gonna do".

Niestety, dla miłośników sztuki gitarowej Greena nie znajdziemy na tej i następnych płytach zbyt wielu powodów do wzruszeń. Peter nie gra już takich magicznych solówek jak kiedyś, chociaż, zważywszy na okoliczności, i tak dobrze gra. W końcu mógł nie przeżyć "kuracji".


WHATCHA GONNA DO (1981)

powiększenie okładki
  1. Got To See Her Tonight
  2. Promised Land
  3. Bullet In The Sky
  4. Give Me Back My Freedom
  5. Last Train To San Antone
  1. To Breave Your Heart
  2. Bizzy Lizzy
  3. Lost My Love
  4. Like A Hot Tomato
  5. Trying To Hit My Head Against The Wall

Peter Green - vocals / guitar
Paul Westwood - bass
Roy Shipston - keyboards
Dave Mattacks - drums
Lennox Langton - percussion
Mo Foster - bass
Jeff Daly - sax

Niezły album pełen perełek. Peter gra i śpiewa pewniej niż na poprzedniej płycie. Brzmienie jest bardzo dopracowane. Zaskoczeniem jest całkiem udane użycie smyczków.

Mike Green do perfekcji doprowadził swój zimno-funkowy styl. Rozpoczynająca płytę funkowa ballada pt. "Got to see her tonight" to czystej wody diament. Równie udany jest "Bullet in the sky". W obydwu tych kawałkach zgrabnie wpleciono sekcję smyczków, uzyskując tak pożądaną aurę rozmarzenia. Podobna atmosfera wypełnia bardzo ładną balladę "To breave your heart".
Ciekawie wypadł Green w konwencji reggae w utworze "Give me back my freedom". Na plus można zaliczyć długi, rozkołysany "Last train to San Antone", nawet pomimo użycia saksofonu.

Końcówka longplaya należy do bluesa. Bardzo wolny, rozpaczliwy blues "Lost my love" przechodzi w całkiem żwawe, jak na Greena, kawałki "Like a hot tomato" i "Trying to hit ..." Powinny się spodobać szczególnie fanom Fleetwood Mac.

Słabe punkty albumu to przesłodzony utworek pt. "Promised land", doprawiony koszmarnym solem na saksofonie rodem z Warrena G. Kiepsko wypadł też szybki, rock'n'rollowy numer pt. "Bizzy Lizzy".

Całkiem dobra, urozmaicona płyta, która powinna dotrzec do każdego słuchacza.


BLUE GUITAR (1981) - kompilacja

powiększenie okładki
  1. Apostle *
  2. A Fool No More *
  3. Loser Two Times
  4. Slabo Day *
  5. Cryin' Won't Bring You Back
  1. Got To See Her Tonight
  2. Last Train To San Antone
  3. Woman Don't
  4. Whatcha Gonna Do
  5. Walkin' The Road

nagrania w różnych składach

Pierwsza, oryginalna kompilacja opierająca się na materiale z płyt "IN THE SKIES", "LITTLE DREAMER" i "WHATCHA GONNA DO". Świetna okazja, żeby poznać solową twórczość Greena w skrócie. Ponadto, po raz pierwszy pojawiają się tu rzadko spotykane utwory z singla "Whatcha gonna do / Woman don't". Są to bardzo wartościowe piosenki i choćby dla nich warto mieć te wydawnictwo.

Istnieje cała chmara róznych składanek i kompilacji, wykorzystująca do granic możliwości, ograniczony w końcu, materiał z czterech albumów. Zamieszcza się na nich po prostu wszystkie utwory z tych płyt, nieważne, dobre czy gorsze. Radzę więc uważać przy wyborze.


WHITE SKY (1982)

powiększenie okładki
  1. Time For Me to Go
  2. Shining Star
  3. The Clown
  4. White Sky (Love That Evil Woman)
  1. It's Gonna Be Me
  2. Born On The Wild Side
  3. Fallin' Apart
  4. Indian Lover
  5. Just Another Guy

Peter Green - vocals / guitar
Ronnie Johnson - guitar
Webster Johnson - keyboards
Larry Steel - bass
Reg Isadore - drums
Jeff Whittaker - percussion
Mike Green - vocals (on 'White Sky')

Na tym albumie nastąpił zdecydowany zwrot ku bardziej rockowemu brzmieniu. Jest to bez wątpienia najostrzejsza solowa płyta Greena. Poziom nagrań jest bardzo wyrównany. 

Do jasnych punktów tego wydawnictwa należą ballady "The clown" i "It's gonna be me" oraz instrumentalny "Just another guy". Peter posługuje się w nich ciekawym brzmieniem gitary, uzyskanym dzięki efektowi Leslie. Także "Fallin' apart", bardzo ciepły, claptonowski numer, może się podobać.
Ostrzejszą część albumu reprezentują, sporządzone według podobnej receptury, "Shining star", "Born on the wild side" oraz "Indian lover". W tytułowym numerze "White sky" zaśpiewał Mike Green. Nazwę WHITE SKY nosił także zespół, z którym w tym czasie koncertował Green.

Jest to ostatnia dobra płyta nagrana w czasie drugiej kariery Greena. Następne wydawnictwa to zwykłe żerowanie na nazwisku Greena.


KOLORS (1983) - out takes

powiększenie
  1. What Am I Doing Here ?
  2. Bad Bad Feeling
  3. Big Boy Now
  4. Black Woman
  5. Bandit *
  1. Same Old Blues
  2. Liquor And You
  3. Gotta Do It With Me
  4. Funky Jam *

Vocals - Peter Green, Mike Green, Daniel Boone, Lesley Boone
Guitar - Peter Green, Bob Bowman, Ronnie Johnson
Keybords - Daniel Boone, Roy Shipson, Webster Johnson
Bass Guitar - Larry Steele, Paul Westwood, Mo Foster
Drums - Dave Mattacks, Reg Isadore
Percussion - Jeff Whittaker
&
Pan Pipes - Trevor Orton

"KOLORS" to pozostałość po nieudanej i niedokończonej sesji nagraniowej do albumu, który miał promować nowy zespół Greena o tej właśnie nazwie. W środku tej sesji Peter Green po raz drugi rzucił muzykowanie.

Aby jakoś zapełnić miejsce, umieszczono na tej płycie 8-minutowy, bełkotliwy "Funky jam". Jest to najdłuższa zapchajdziura, jaką znam. Kolejne gnioty to nieciekawe "Bad bad feeling" i "Big boy now". Mieszane uczucia mam w stosunku do instrumentalnego "Bandit". Bardzo ładny kawałek zepsuty przez użycie fletni Pana.

Oczywiście, jest też kilka całkiem dobrych numerów. Najlepszy utwór to rozpoczynający ten zestaw "What am I doing here". Bardzo trafny tytuł. Inne jasne punkty tej płyty to funkowy "Black woman" oraz bardzo ciepły "Same old blues" (zbieżność tytułu z J.J. Cale'm przypadkowa). Dobrze prezentują się utwory "Liquor and you" i "Gotta do it with me". W obydwu już nie śpiewa Peter, zastępuje go Mike. Być może powstały już po odejściu Petera. 

Kolejnym minusem tych nagrań jest nierasowe, udziwnione brzmienie. Ciekawostka tylko dla fanów.


A CASE FOR THE BLUES (1986)

powiększenie okładki
  1. Dust My Broom
  2. One More Night Without You
  3. Crane's Train Boogie
  4. Boogie All The Way
  5. Zulu Gone West
  1. Blowing All My Troubles Away
  2. Stranger Blues
  3. Sweet Sixteen
  4. Who's That Knocking
  5. The Case

Peter Green - vocal / guitar / harmonica / drums
Ray Dorset - vocal / guitar / bass / harmonica
Vincent Crane - vocal / keyboards
Len Surtees - bass
Greg Terry-Short - drums
Jeff Whittaker - percussion

Wyjątkowo perfidna próba zarobienia na nazwisku Greena. Sam fakt, że te nagrania z grudnia '83 i stycznia '84, firmowane przez zespół o nazwie KATMANDU, wydano dopiero dwa lata później, o czymś świadczy. Peter Green ani tu nie śpiewa, ani nie gra na gitarze. Słychać go tylko w "Who's that knocking". Podobno w którymś kawałku gra na perkusji (sic!).

A muzyka? Muzyka jest bezbarwna, sztampowa i nudna. Wielki zawód sprawił Vincent Crane, niegdyś doskonały pianista, lider kultowej formacji  ATOMIC ROOSTER, który ogranicza się tu do grania banalnego boogie. A Ray Dorset to popowy Mungo Jerry.

Świetny prezent dla wroga.


LEGEND (1988) - out takes

powiększenie okładki
  1. Touch My Spirit
  2. Six String Guitar
  3. Proud Pinto *
  4. The Clown
  5. You Won't See Me Anymore
  6. Long Way From Home
  1. In The Skies *
  2. Rubbing My Eyes
  3. What Am I Doing Here
  4. Corner Of My Mind
  5. Carry My Love
  6. Bandit *

nagrania w różnych składach

Projektant tej okładki musiał mieć specyficzny gust. Także nazwanie kolekcji odrzutów z '81 i '82 roku mianem "LEGEND" świadczy o poczuciu humoru. 

Aby zapełnić longplay firma fonograficzna dołożyła pięć utworów znanych już z poprzednich albumów ( "Proud Pinto", "The clown", "In the skies", "What am I doing here" i "Bandit" ). To ostatnie nagranie w innym, lepszym miksie niż znanym z "KOLORS" (bez ścieżek z fletnią Pana i gitarą slide).

Z pozostałych siedmiu numerów najbardziej wyróżnia się typowa dla Greena, urocza ballada "Carry my love" oraz "Corner of my mind", odrzut z "WHITE SKY", przypominający "Born on the wild side". Reszta może nie wznosi się ponad przeciętność, ale da się słuchać.

Podsumowując, jest to nieco lepszy materiał od tego zaprezentowanego na longplay'u "KOLORS".


 

 Copyright © 2002-2004 Skalski Andrzej skalski@music.tet.pl 


zalecana przeglądarka Internet Explorer 5.xx przy rozdzielczości 800x600